
Święto Trzech Króli, cisza za oknem, sklepy zamknięte - lubię takie soboty. W Łodzi pogoda wiosenna, świetna na spacer z psem😊
Książka, którą przeczytałam raczej depresyjna i dołująca. "Koniec samotności" Benedicta Wellsa.
Opowieść o trójce rodzeństwa, które w tragicznych okolicznościach traci rodziców. Kiedyś tak bliscy sobie, idą każde w swoją stronę. Najmłodszy z rodzeństwa Jules, opowiada historię w sposób nieco pozbawiony emocji, jakby na chłodno relacjonował historię. Dzięki temu powieść nie jest ckliwym dramatem, a raczej filozoficznym rozważaniem.
Czy życie jest z góry zdeterminowane, czy mamy wolny wybór, jak nasze wybory nas kształtują, jaką drogę wyznacza taki a nie inny wybór?
Dlaczego z tysiąca wariantów życia urzeczywistnia się tylko jeden?
Tego typu pytania nasuwa ta lektura. Czytając tę historię
jesteśmy zmuszeni do konfrontacji ze skończonością życia.
I zdanie, które najbardziej poruszyło moją wyobraźnię i emocje:
"Spogląda na mnie otchłań. A ja patrzę w nią."
Dlaczego z tysiąca wariantów życia urzeczywistnia się tylko jeden?
Tego typu pytania nasuwa ta lektura. Czytając tę historię
jesteśmy zmuszeni do konfrontacji ze skończonością życia.
I zdanie, które najbardziej poruszyło moją wyobraźnię i emocje:
"Spogląda na mnie otchłań. A ja patrzę w nią."