Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podróże. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podróże. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 4 marca 2013

Ruiny zamku w Drzewicy...

Z lewej strony ośmiokątna wieża - miejsce "próby powietrza".
czyli o tym jak w pracy można miło spędzić dzień.

Ostatnio dużo podróżuję po Polsce w celach służbowych. Dziś trasa zawiodła mnie do Drzewicy - miasteczka położonego na styku woj. łódzkiego i świętokrzyskiego. Nie spodziewałam się , że trafię do tak urokliwego miejsca , którego historia  sięga XIII w. i czasów Konrada Mazowieckiego.
Bardzo lubię takie miasteczka - niewielki rynek , otoczony zadbanymi kamienicami, rzeka Drzewiczka i ruiny gotyckiego zamku.
Nie miałam zbyt dużo czasu na zwiedzanie, ale zrobiłam kilka zdjęć zamku i zainteresowałam się jego historią.
Otóż zamek wybudowany został w XVI w. przez Macieja Drzewickiego , późniejszego arcybiskupa gnieźnieńskiego. Dzięki temu , że nie był od tamtych czasów przebudowywany, możemy dziś podziwiać jego pierwotny kształt i charakter.
Niestety , został zniszczony przez pożar w 1814 r. Podobno zamieszkujące go siostry benedyktynki zapomniały pogasić świece po nabożeństwie i prawdopodobnie to zaprószyło ogień. Zamek nigdy nie został już odbudowany. Ale muszę przyznać , że ruiny też wyglądają imponująco.
Z zamkiem wiąże się ponura historia. Jeszcze w XVII w. wykonywano tu tzw. "próby powietrza", mające na celu wykrycie konszachtów z diabłem. Zrzucano z wieży kobiety podejrzewane o współpracę z mocami nieczystymi , czyli np.stare żebraczki , cyganki .Przed strąceniem z wieży wkładano im w usta knebel , aby uniemożliwić im przyzywanie  na pomoc diabła. Wynik próby był właściwie oczywisty. Jeśli kobieta spadła na ziemię , to oznaczało , że była niewinna. Gdyby okazało się , że odleciała - to wiadomo - czarownica. Duchy tych nieszczęśnic podobnież snuły się po zamku , strasząc przechodniów swoimi jękami. Dlatego obok ośmiokątnej wieży- miejsca egzekucji, wybudowano kaplicę , co miałoby chronić ludzi przed zjawami i duszami potępieńców. Wydaje się jednak , że owe zjawy to mgły unoszące się z , wypełnionej wodą , fosy.

Miejsce wymarzone na przygodę pt. "wakacje z duchami" , można się wybrać na spływ kajakowy rzeką Drzewiczką . Stamtąd blisko już w Góry Świętokrzyskie.
Urocze miejsce...

sobota, 23 lutego 2013

Samsara

...na drogach , których nie ma - czyli wyprawa Tomka Michniewicza.

Samsara to nieustanny cykl narodzin i śmierci , to wędrowanie drogą , która nie wiadomo dokąd nas zaprowadzi.Wszystko ulega zmianie - światy , w których żyjemy , ludzie , których mijamy.
Tak do swoich podróży podchodzi Tomasz Michniewicz. Pakuje plecak i rusza w drogę, poddając się temu co niesie nurt życia.
Książka ta jest zapisem podróży po Azji. Zaczyna się w Katmandu, a później Michniewicz przemieszcza się po kilku krajach , jak przystało na backpackera - bez szczegółowego planu.
...ciągle ryż...
Początek książki wydał mi się dość obiecujący. Autor wyrusza w drogę , by przekonać się , że umysł ludzki jest potężniejszy niż ciało. Można umysłem tworzyć rzeczywistość , która wydaje się być niemożliwa. A może tylko dla niektórych niemożliwa . Postawiona zostaje teza , że ludzie tzw. Zachodu, nie potrafią wyjść poza ograniczenia własnego umysłu. Są bardzo racjonalni. Próbują wtłoczyć świat w ramy dla nich zrozumiałe ,pasujące do ich wyobrażeń.
Hochsztaplerzy udający sadhu.
Świątynia Paśupatinath w Katmandu.

Autor postanawia  więc odnaleźć prawdziwych czarowników, czyli ludzi , którzy np.  potrafią cofnąć czas. I to nie tylko tak , że cofną się wskazówki, ale też cofną się wydarzenia , np zwiędłe kwiaty rozkwitają , lub Słońce przesuwa się w przeciwną stronę.
Z zapałem zabrałam się do czytania , bo zapowiadało się ekscytująco.
Niestety , jak łatwo się domyślić, Tomasz Michniewicz nie znalazł ludzi , którzy potęgą swego umysłu potrafią dokonywać takich cudów. Może jest tak , że takie cuda w ogóle się nie dzieją ? Są tylko mitami , powtarzanymi dla podniesienia napięcia?
Jak mówi jeden z rozmówców Michniewicza - to nie są żadne czary, tylko hipnoza. Czarownik , owszem , wykorzystuje siłę umysłu , ale po to by zahipnotyzować widza , a "cuda" to po prostu iluzja.
Tak więc zamiast magii, którą autor "zanęcił "mnie na początku , dostałam opowieść o włóczędze po krajach Azji.
Jedno z trzech milionów hinduskich bóstw.
Jedno z najwspanialszych miejsc w Angkorze - świątynia Ta Prohm

Ruiny Phimai, kmerskiej świątyni z XI wieku.
 Książki tzw. podróżnicze , które do tej pory czytałam , są zwarte , uporządkowane. Autorzy , wg. wytyczonego wcześniej planu poznają świat , opisują zjawiska , ludzi , zabytki. W książce T. Michniewicza tego nie ma . Czytając ją miałam wrażenie , że słucham opowieści kolegi z wakacyjnych wojaży.
 Taka wędrówka to prawdziwa wolność. Czekanie  na szosie po kilkanaście godzin na jakikolwiek środek transportu,bez noclegu , z pustym żołądkiem. To jest prawdziwa przygoda, kiedy nie wiadomo co na nas czeka za rogiem. Dzięki temu można poznać prawdziwe życie kraju , ludzi. Bez kamer, pozowania itd.
Taki sposób podróżowania wymaga chyba dużo odwagi. Podziwiam i zazdroszczę osobom , które potrafią tak rzucić się w nieznane.

Spośród różnych opowieści zaciekawił mnie festiwal wegetariański na wyspie Phucket w Tajlandii. Przyciąga ludzi z całego świata . Celem festiwalu jest oczyszczenie świątyń i miejscowości ze złych duchów , które powodują choroby.
Centralnymi postaciami uroczystości są kapłani , zwani Ma-song, którzy stają się pośrednikami między naszym światem a "światem phi".
Wszyscy uczestnicy festiwalu ubierają się na biało, ściśle przestrzegają wegetariańskiej diety, nie mogą kłamać , kraść i uprawiać seksu.
Jednak najważniejsi są Ma-song. To oni okaleczają swoje ciała, wbijając różne przedmioty , biczują się siekierami. Michniewicz twierdzi z całą stanowczością , że nie są oni pod wpływem żadnych środków odurzających , hamujących ból.
Jak zatem wytłumaczyć fakt , że nie krwawią , nie widać by odczuwali ból , nie doprowadzają się do kalectwa - gdy biczują się siekierą po plecach?
Może najpotężniejszą siłą człowieka jest właśnie , wiara i umysł , dzięki którym można zapanować nad ciałem?
Jeden z Ma-song, chwilę po przekłuciu policzków.

Ma-song liże wielokrotnie ostrze...

Święto Loi Krathong w Tajlandii , to  zwyczaj który pojawił się też w Polsce , ale nie ma tak pięknej podbudowy filozoficznej.Podświetlone  papierowe lampiony puszczane są w powietrze i unoszone przez wiatr. Można do nich włożyć wszystkie swoje smutki, problemy , wszystkie negatywne emocje , od których chcemy się uwolnić. Lampion zabierze to wszystko , oczyści nas , byśmy mogli zacząć żyć od nowa. Piękny zwyczaj...

Nie sposób streścić całą książkę, zresztą nie o to tutaj chodzi. Michniewicz opisuje wiele sytuacji ciekawych , zabawnych , czy oburzających. Wtrąca wspomnienia z wcześniejszych wypraw , jak np. upadek monarchii w Nepalu - czego był świadkiem.

Kończy książkę ciekawymi spostrzeżeniami na temat podróżowania. To co kojarzy się z wolnością , może stać się pułapką. Michniewicz opowiada o swoich znajomych, którzy wracają z dalekich wypraw - zarośnięci , ogorzali od wiatru i słońca, z głową naładowaną przygodami. Dużym problemem staje się wtedy powrót do szarej rzeczywistości . Trzeba znaleźć nową pracę , co jest bardzo trudne , gdy wypadło się z rynku na kilka miesięcy . Rodzina i znajomi oddalili się emocjonalnie . Pojawia się więc poczucie nieprzystawania do dawnego świata i złudna myśl, że tam ...gdzieś za morzami zostawili lepszy świat ,do którego chcą wrócić. Coraz trudniej jest zapuścić gdzieś korzenie , więc to co miało być wolnością , staje się matnią.

 "Samsarę"  najlepiej podsumować słowami autora : "...to książka o tym co się dzieje, gdy pakujesz plecak i wychodzisz z domu z biletem w jedną stronę..., bo wyjeżdża się po to, żeby nie wiedzieć  co czeka za zakrętem..."

Polecam książkę i stronę   :  Tomek Michniewicz


Zamieszczone przeze mnie zdjęcia z  tej książki mają na celu wyłącznie zachęcenie do przeczytania pozycji.

wtorek, 1 stycznia 2013

Syberia . Wyprawa na biegun zimna Jacka Pałkiewicza


Cisza, słychać tylko trzask wydychanego powietrza.
To Syberia - kraina piękna, nieprzystępna i groźna. Bogata w surowce naturalne, trudne do wydobycia ze względu na panujący tam klimat.
Polakom kojarzy się ze straszna historią, upokorzeniem narodu i pojedynczego człowieka.
Wróciłam do tego tematu dzięki książce Jacka Pałkiewicza. Ten znany  eksplorator wyruszył w 1989 r. na wyprawę z Jakucka do Ojmiakonu.
Dużym walorem książki są  zawarte w niej wspaniałe fotografie. Kilka skanów umieściłam na blogu, abyście mogli zobaczyć jak to wyglądało.
Pałkiewicz ze swoją ekipą i przewodnikami -tubylcami, przemierzyli 600 km. w śniegu, mrozie ok. -50 stop. C. Przemieszczali się na saniach , ciągniętych przez renifery. Nocowali w namiotach , w których temperatura w nocy wynosiła -35 stop. - aż nie chciał mi się wierzyć, czy to możliwe , spać w takich warunkach nawet w śpiworze?

...  w namiocie
Taka wyprawa to niesamowity wysiłek fizyczny, ciągłe zmaganie się z własnym ciałem, ale też psychiką. Przez miesiąc przemierzając tajgę , nie spotkali żadnego człowieka. Dookoła tylko śnieg. Traci się poczucie czasu i przestrzeni, nie wiadomo , gdzie się dokładnie jest, bo brak punktów odniesienia w terenie , skoro wszystko zasypane jest śniegiem.  Do jedzenia tylko zamarznięte mięso, gotowane rano, przed wyruszeniem. Niezwykle ważna jest więc wiara , że się uda, wytrwałość i dobre zgranie ekipy, zaufanie, wzajemna pomoc.

Zadawałam sobie pytanie- jak ludzie mogą żyć w tak trudnych warunkach? Dlaczego nie uciekną stamtąd w rejony bardziej przyjazne człowiekowi. Na pewno w grę wchodzą sprawy materialne , zwłaszcza dla ubogich ludów zamieszkujących te tereny. Ale Pałkiewicz opowiada o ludziach wykształconych , młodych , którzy mogliby się stamtąd wynieść , a jednak tego nie robią . To co ich trzyma na Syberii to miłość do tej krainy, która z jednej strony odpycha , a z drugiej wabi swą dzikością i pięknem przyrody,wolnością i bezkresną przestrzenią.
Trudne warunki wymuszają bycie bezwzględnym , jeśli chce się przeżyć.
ciągłe problemy z odmrożeniami
Poruszył mnie fragment, gdy Pałkiewicz opowiada o tym , jak porzucają renifery z zaprzęgu, które padają z wyczerpania i nie mogą dalej iść. Takiemu zwierzęciu albo uda się odpocząć i dołączyć do jakiegoś dzikiego stada, albo zostanie pożarte przez wilki. Jednego dnia padł największy ich renifer, najbardziej dziki i niedający się poskromić , przewodnik stada. Wszyscy widzieli , że nie będzie już miał siły się podnieść. Patrzyli więc na jego śmierć z żalem , że tak piękne zwierze umiera. Ale potem przewodnicy szybko rozkroili mięso , oddzielili skórę. Musieli zrobić to w 10 minut, by nie zdążyło zamarznąć.  Nie można pozwolić sobie na słabość, czułość, jeśli chce się przeżyć.
Pałkiewicz ustalił z przewodnikiem, że jeżeli u któregoś z członków wyprawy dojdzie do odmrożeń, to poświęcą jednego renifera, rozkroją mu brzuch , by można w nim było ogrzać odmrożoną kończynę. Ech... nie do końca mi się podobają te wyprawy eksploracyjne!
Jacek Pałkiewicz ciekawie opowiada o plemionach jakie zamieszkują Syberię.
Komunistyczne władze dość skutecznie zniszczyły ich tradycje , język, wierzenia.
Kajurowie, czyli hodowcy reniferów próbują zachować swoją tożsamość.Prowadzą nadal koczowniczy tryb życia , chociaż władza zabrania im tego.Nie posyłają swoich dzieci do szkoły , bo zupełnie nie widzą takiej potrzeby. Nie chcą by dzieci w szkole nauczyły się języka rosyjskiego i zapomniały o swoich tradycjach.
Ciekawa w książce jest też opowieść historii z czasów II wojny św. Wyprawa przechodziła przez okolicę, gdzie przebiegał szlak tranzytu lotniczego . W1941 r. USA i Wielka Brytania  podpisały ze Związkiem Radzieckim umowę o dostarczeniu mu sprzętu bojowego. Więźniowie łagrów zbudowali więc na Syberii bazę, polowe lotniska, magazyny paliwa, nawet mieszkania dla lotników. Amerykanie dostarczyli w ciągu 3 lat aż 8 tys. samolotów. Władze radzieckie utrzymywały tę operacja w ścisłej tajemnicy, ludność nie mogła się dowiedzieć , że brano sprzęt od imperialistów.
Można by jeszcze długo o tej książce...np. o polskich zesłańcach i ich wkładzie w poznanie i rozwój Syberii.

Po miesiącu wyprawa dotarła do Ojmiakonu. Miasto to , zbudowane na dawnym łagrze, jest biegunem zimna(spierają się o to z Władywostokiem). Najniższą temperaturę , jaką tam odnotowano to -67,7 stop. C



W Ojmiakonie płynie rzeka , która , co ciekawe , zamarza przy temp. -10 stop. , a gdy mróz rośni , nawet do -50 stop. to woda płynie jak latem. Nie wiem , czy naukowcy potrafią to zjawisko wytłumaczyć.
dawne łagry


Jacek Pałkiewicz
 Rozpisałam się ... Można by jeszcze długo mówić o samym Jacku Pałkiewiczu , jego dokonaniach , licznych wyprawach i , co najciekawsze, o tym -jaka siła pcha  go do podejmowania ciągłego ryzyka?

piątek, 28 grudnia 2012

Boże Narodzenie w Górach Świętokrzyskich


św. Katarzyna - rzeźba stoi obok klasztoru
domek , w którym mieszkaliśmy
Już po raz drugi Święta spędziłam z rodziną w górach, dokładnie w Świętej Katarzynie, u stóp Łysicy. Wynajęliśmy domek, wyposażony tak dobrze , że mogłam bez problemu przygotować  wigilijną kolację.Dla ludzi z dużego miasta Święta w małej wsi to niezapomniane przeżycie. Bez zgiełku, reklam i pośpiechu.
Do szczęścia brakowało nam trochę więcej śniegu i zdrowia , bo mąż był mocno przeziębiony.

W Wigilie było mglisto, co odbiło się na jakości zdjęć.

Pierwszy klasztor oo. Bernardynów  ku czci Trójcy Świętej i św. Katarzyny powstał na tym miejscu w XV w. Legendarną figurkę świętej miał na te tereny sprowadzić z Ziemi Świętej rycerz Władysława Jagiełły. Siostry Bernardynki sprowadziły się tu w 1815 r.
klasztor ss. Bernardynek w Świętej Katarzynie
wnętrze klasztoru ss. Bernardynek
piękno przydrożnych kapliczek




 A oto wejście do Świętokrzyskiego Parku Narodowego                                 

i szlak na Łysicę

kapliczka św. Franciszka - przy szlaku na Łysicę
źródełko św. Franciszka - obok kapliczki , powstało z łez wylanych w wyniku nieszczęśliwej miłości
źródełko i moja córka - mgła dodawała magii temu miejscu
ruiny XIV- wiecznego zamku w pobliskim Bodzentynie

otoczenie ruin zamku- zrobiłam fotkę , bo też wyglądały
jak ...zabytek
Święty Krzyż - klasztor oo. Oblatów na Łysej Górze - widok od strony Drogi Królewskiej
Święty Krzyż - widok od strony głównego wejścia

stajenka na Świętym Krzyżu

ołtarz główny na Świętym Krzyżu

Relikwia Świętego Krzyża- podarowana przez Emeryka, syna św. Stefana Benedyktynom , którzy wówczas zajmowali klasztor na Łysej Górze.




Freski w krużgankach klasztoru .






XVII - wieczne  drewniane drzwi do kaplicy Oleśnickich, w której przechowywana jest relikwia - fragment drzewa z krzyża Chrystusa

Schodząc drogą od klasztoru w stronę parkingu , trzeba koniecznie zajrzeć na punkt widokowy. Latem można tam podziwiać gołoborza, zimą wszystko jest zasypane śniegiem. Po drodze mija się wał kultowy - miejsce pogańskiego kultu bogów
Łada, Boda i Leli.

Widok na gołoborza obsypane śniegiem , w dole panorama wsi świętokrzyskich.




Góry Świętokrzyskie to świetny rejon Polski dla miłośników ruin zamków, tropicieli średniowiecznych legend i historii z czarownicami w tle.








wtorek, 11 września 2012

Las Łagiewnicki

Rowerowa wycieczka do Łagiewnik


Wrzesień to mój ulubiony miesiąc. Lubię słońce , które świeci niżej , między drzewami, wyciszenie w przyrodzie. Wiem ,że lato kończy się, więc tym bardziej cieszy mnie każdy pogodny dzień.
Wybrałam się, wraz z córka na wycieczkę rowerową do Lasu Łagiewnickiego. Jest to popularne miejsce spacerów dla Łodzian , największy (1200 ha) miejski kompleks leśny w Europie. Bogactwo gatunków drzew, źródełka rzek, wyżynny krajobraz i dużo ścieżek rowerowych. Do tego dobre połączenie z miastem powoduje ,że chętnie tam jeżdżę.
Historia osady Łagiewniki sięga XI w.  Nazwa pochodzi od wyrabianych tam naczyń z drewna i skóry, zwanych łągwiami.


kaczki ukryły się w trawie
Pierwszy postój zrobiłyśmy sobie w Arturówku. Jest to rekreacyjna część Łagiewnik. W pobliżu jest źródło Bzury ,która rozlewa się , tworząc trzy stawy. Jest plaża , kąpielisko, ( choć woda nie zawsze czysta), wypożyczalnia sprzętu wodnego. Można przejechać się bryczką dookoła stawu , zjeść co nieco, czy nawet wynająć domek. Skusiłyśmy się z córką na gofry - a co tam, kalorie i tak spalimy na rowerze.
Gdy już miałyśmy dość wylegiwania się na trawie , pojechałyśmy ścieżką leśną do pobliskiego klasztoru oo. Franciszkanów.
Z miejscem tym wiąże się legenda. Otóż w XVII w. miejscowym  chłopom ukazywał się św. Antoni. Przychodził w stroju franciszkańskim, dlatego właściciel tych ziem postanowił ufundować tu klasztor dla tego właśnie zakonu, sprowadzając jednocześnie obraz św. Antoniego.
W 16821 r. erygowano klasztor i postawiono drewniany kościółek .
Obraz świętego zaczął słynąć licznymi cudami. Przybywali więc tu pielgrzymi , aż mały kościółek nie był w stanie ich pomieścić.
Obecnie istniejący murowany kościół rozpoczęto budować w 1701 r.
 Miejsce to , jak wiele innych w dziejach Polski, było świadkiem krwawych wydarzeń historycznych - Powstanie Styczniowe , Rewolucja 1905 r. ,
egzekucje w czasie II w. światowej.



nieistniejące już kapliczki, rozebrane w 1941 r.





    Przed wojną w pobliżu kościoła było kilka drewnianych kapliczek i domek bł. Rafała Chylińskiego. Zostało to rozebrane w 1941r.  Obecnie nad stawami stoją dwie kapliczki - św. Rocha i św. Antoniego. W tej drugiej jest ujecie wody, która ponoć wytrysnęła w cudowny sposób.
W latach 2003-2006 dokonano remontu tych kapliczek i ołtarzy w nich zawieszonych. W kaplicy św, Antoniego natrafiono na XVII w. inskrypcje i monety - być może pamiątki po licznych pielgrzymach, przybywających tu , by wyprosić łaski u św. Antoniego.

ołtarz w kaplicy św. Antoniego




cudowny obraz w kościele - główny ołtarz
W ołtarzu głównym murowanego kościoła znajduje się cudowny obraz św. Antoniego.  Ciekawostką jest fakt , że ponoć od XVII w. nie zdejmowano okrywającej go srebrnej sukienki. Nie wiadomo więc dokładnie w jakim stanie jest obraz.
wejście do kościoła


Patronem kościoła jest też bł. Rafał Chyliński.Spędził on t ostatnie lata swego życia . Pochowany jest w krypcie  a jego relikwie są  złożone w bocznej ( lewej ) kaplicy.
Zasłynął on jako opiekun biednych , chorych i ubogich. Nazywano go "dziadowskim  biskupem" , bo rozdawał potrzebującym wszystko , co miał. Nawet po śmierci miejscowi doznawali jego cudownego wsparcia.
bł. Rafał Chyliński


Obok budynków klasztornych jest mały domek wśród brzóz. Mieści się tam kafejka, można kupić sobie różne artystyczne wyroby , posiedzieć w ogródku i nacieszyć się atmosferą tego cudownego miejsca...





P.S.Wracając do domu, byłyśmy świadkami dwóch wypadków z udziałem motocyklistek.
Uważajcie więc na siebie, bądźcie ostrożni na drogach i trzymajcie się ciepło.