czwartek, 15 sierpnia 2019

Bystrzyca Kłodzka

Miasto stare historycznie, początki sięgają XI w., w XIV wieku uzyskała prawa miejskie. Odnaleziono tam ślady kultury łużyckiej, swoje ślady zostawili też Celtowie oraz Rzymianie, którzy podążali  po bursztyn nad Bałtyk. Dziś trochę zaniedbane kamienice, ale mają swój niepowtarzalny urok. Miasta w tym rejonie Polski w ogóle mają inny charakter i układ ulic niż w pozostałych rejonach. Dużo starych, zniszczonych lub opuszczonych domów, niemiecki charakter zabudowy, czerwone dachówki.

Weszliśmy na trzy baszty: Kłodzką, Wodną i Rycerską. 
Baszty strzegły wjazdu do miasta, pobierano opłatę, zwłaszcza za wjazd po godzinie 20.


Na zdjęciu rzeźba Trójcy Świętej.









wtorek, 13 sierpnia 2019

Kotlina Kłodzka czyli nowe doświadczenia turystyczne

Urlop trwa zdecydowanie za krótko. Ledwo człowiek zdążył wyhamować po całym roku pracy, a już trzeba się nastrajać na powrót do pracy.
W tym roku wyjechałam z rodziną w Kotlinę Kłodzką, w okolice Lądka Zdrój. I tu przyjemne zaskoczenie w porównaniu do Tatr, w które jeździliśmy co roku. Mniej turystów, można podziwiać widoki niezasłonięte przez bilbordy i reklamy.  Niestety, jeżdżenie na wakacje z psem który ma ADHD jest uciążliwe. Zawsze musimy dzielić się na grupy, bo ktoś musi zająć się psem.
Wyjeżdżanie z rodziną to też dobry trening umiejętności interpersonalnych. Codziennie doskonalimy swoje umiejętności negocjowania, wspólnego podejmowania decyzji, organizowania czasu itp.  Z doświadczenia wiem, że najtrudniejszy jest początek, potem wpadamy we wspólny rytm i już jest z górki. Najważniejsze, że wszystkim nam udało się oderwać myślami od pracy, codziennych problemów i zobowiązań. Nadrabiam zaległości w czytaniu prasy, książek i leżeniu na łóżku😉


A tu zdjęcia z wodospadu Wilczki w Międzygórzu. Trasa widokowa pięknie wkomponowana w wąwóz. 



niedziela, 4 sierpnia 2019

Czernobyl, reż. Johan Renck

To serial HBO, tylko 5 odcinków, które budzą silne emocje.
Należę do pokolenia, które pamięta tamto wydarzenie; punkt sanitarny, w którym dzieciom podawano płyn lugola. Zwykli Polacy nie mieli pojęcia o skali zagrożenia, władze podawały uspokajające informacje, bo pewnie takie płynęły z Kremla. 

Film oparty na zdjęciach i materiałach dokumentalnych. Sceny przeniesione są bardzo dokładnie. Wiernie odtworzona jest sceneria, ludzie, sceny z życia, Przerażający widok  ewakuacji mieszkańców Prypeci-pobliskiego miasteczka. Zabito kilka tysięcy zwierząt dzikich i domowych, aby zapobiec rozprzestrzenianiu się napromieniowania. Te sceny przewijałam...

Promieniowanie było tak silne, że nie działał sprzęt elektroniczny. Do usuwania fragmentów grafitu z miejsc gdzie promieniowanie było 2 razy większe niż w Hieroszimie używano  więc "biorobotów", czyli ludzi. Pracowali po 90 sekund i  robili przerwę. Nie zdawałam sobie sprawy  z ogromu zagrożenia i ludzkich tragedii. Przerażające było zakłamanie władz radzieckich. Szerzono propagandę, że sytuacja jest opanowana, zaniżano wartość promieniowania; przecież ZSRR nie może być sprawcą katastrofy nuklearnej. Ludzie, którzy tam pracowali to bohaterowie. Mieli świadomość, że umrą w ciągu kilku lat. Gdyby nie ich poświecenie, odwaga, determinacja, to rozmiar tej katastrofy byłby ogromny.
Proces sądowy w ostatnim odcinku jest przedstawiony w amerykańskim stylu. W ZSRR taki proces nie mógłby się odbyć. Zresztą wiadomo, że był on ustawką, sędziowie z góry wiedzieli jaki ma być wyrok. W filmie użyto takiego zabiegu celowo. Zeznania Legasowa to wyjaśnienie widzowi
(i światu) przyczyny awarii reaktora i jednocześnie mowa oskarżająca aparat państwa.

Każde kłamstwo to dług zaciągnięty wobec prawdy. 
Prędzej czy później ten dług musi być spłacony.


Kłamstwo poległo na zatajaniu wad w budowie reaktorów, po to by chronić wizerunek ZSRR, by oszczędzać na wydatkach. Ten serial to oskarżenie rzucone państwu jako instytucji. Czy tylko w kraju komunistycznym mogło się coś takiego wydarzyć?
To hołd oddany tym którzy cierpieli, poświecili się swoje zdrowie i życie.

piątek, 2 sierpnia 2019

Igor Brejdygant "Rysa" i "Układ"


Obie powieści Igora Brejdyganta przeczytałam jednym tchem. Dużo się w nich dzieje, więc trudno się oderwać.  Problemy mnożą się w takim tempie, że w końcu stają się mało prawdopodobne. Główna bohaterka - komisarz Monika Brzozowska, wydała mi się trochę mało wiarygodna.  Cóż, trudno mi wyobrazić sobie taką osobę w Policji, z jej problemami narkotykowymi, zaburzeniami pamięci itd. Moim zdaniem autor słabo dopracował rys psychologiczny pani policjantki. Ja rozumiem, że komisarz w powieści musi mieć pogmatwaną psychikę, ale bez przesady. Może patrzę przez pryzmat psychologa, pracującego w tym resorcie i dlatego zbyt dosłownie i nazbyt krytycznie oceniam fabułę. "Rysę"  przeczytałam z ciekawością, ale "Układ" zmęczył mnie już, bo szedł w kierunku SF. W drugim tomie byłam już trochę zmęczona piętrzącymi się powiązaniami, intrygami. Wiem, że obie książki są chwalone przez czytelników, więc pewnie narażam się pisząc takie rzeczy. Jedno jest pewne, że  ogrom brudu w polityce jest przerażający. To jest chyba najważniejsza myśl, jaka wyniosłam z Rysy i Układu.

niedziela, 30 czerwca 2019

Wakacje czas zacząć

Pogoda tego lata wymarzona, ale my nie mieliśmy jeszcze okazji wyjechać "za miasto". Nareszcie dziś się udało. Tradycyjnie już odwiedziliśmy kolegiatę w Tumie. Nasza córka nie może odżałować, że nie weszła kiedyś z nami na wieżę kościoła. Wstęp na nią jest zakazany, ale mój mąż ma zdolność
przekonywania ludzi i raz udało się nam tam dostać. Dziś, niestety, pani pilnująca kościoła wytłumaczyła się, że ksiądz proboszcz jest "na miejscu" więc nie wolno jej nikogo wpuszczać na wieżę Ale zasugerowała następny weekend;).
Jesteśmy fanami Pana Samochodzika, więc gdy jedziemy do Tumu, to wspominamy powieść Uroczysko, której akcja rozgrywa się podczas prac archeologicznych przeprowadzanych w pobliskim grodzisku i w kolegiacie. Troje dorosłych ludzi a ekscytują się  duchami i tajemniczymi historiami średniowiecznego kościoła ;). Taki już mamy wakacyjny styl spędzania czasu. Oboje z mężem lubimy historię i chyba trochę udało nam się zarazić tym córkę.
Z Tumu pojechaliśmy do wsi Besiekiery, gdzie są odrestaurowane ruiny zamku. Dookoła fosa, mała plaża, miejsce do grillowania. Malowniczo, pola zboża, kwiaty. Widzieliśmy już kombajny- czyżby żniwa? Dopiero koniec czerwca a zboże już wysokie. W przyrodzie widać suszę.  okiem laika widać zmiany klimatyczne.
Tradycyjnym zakończeniem wycieczki były lody i gofry na rynku w Łęczycy. Nie mieliśmy już siły, żeby wejść na zamek łęczycki. Jednak upał nas pokonał. Pies też już się zbuntował.😂







wtorek, 16 kwietnia 2019

strajkujemy



Początkowo z oporami, bo to jednak dzieci, sprawa etyki zawodowej. Jednak zdecydowałam się strajkować. Po tygodniu widzę, że to jest już nie tylko protest nauczycieli. Rozwinął się z tego ruch społeczny. Odnoszę wrażenie, że to ideologiczna walka klas. To dodaje sił i wiary w słuszność sprawy. Staram się nie czytać hejtu, tak dla zachowania higieny psychicznej.
Niektórzy mówią, że już wygraliśmy- moralnie, a te podwyżki?- i tak mało kto wierzył w 1000 zł. Jestem psychologiem- nauczycielem i nikt mnie nie przekona, że 2200 zł pensji to godziwa zapłata. To nie ma znaczenia, że moje pensum wynosi 20 godzin. Faktycznie poświęcam ich dużo więcej, by wykonać wszystkie swoje obowiązki. Za takie pieniądze nie jestem w stanie się utrzymać, więc muszę pracować jeszcze w dwóch innych miejscach. To przekłada się na jakość mojej pracy. Jestem zmęczona, czasem mam ochotę powiedzieć pacjentom, żeby dali mi święty spokój. Chyba nie o taką jakość usług psychologicznych chodzi?
Trzeba popracować w oświacie, by zrozumieć specyfikę tej pracy, poczuć na własnej skórze, że te tzw. przywileje, które kłują innych w oczy wcale nie są takie atrakcyjne, nie rekompensują niskiej płacy. Dawniej, gdy nie pracowałam w oświacie, też myślałam, że nauczyciele mają wspaniałe życie. Teraz (ze wstydem) muszę przyznać się do tego, że byłam niesprawiedliwa w ocenie. To oczywista prawda, ale czasem o niej zapominam, żeby nie oceniać innych dopóki się nie wejdzie w czyjeś życie.

środa, 27 marca 2019


"Prawie wszyscy ludzie przemierzają 
przestrzeń swojego życia, 
od narodzin do śmierci z zamkniętymi oczami. 
Przecież gdybyśmy tylko otworzyli je na jedną sekundę, 
zaraz wyrwałby się z nas potężny, straszliwy krzyk, krzyczelibyśmy i krzyczeli, nie przestając ani na chwilę."


Zapisałam sobie to zdanie i teraz nie mogę sobie przypomnieć z jakiej to książki.
Ostatnio nie robię prawie nic innego tylko czytam. Każdą wolną chwilę, A jak jej nie mam to tak organizuję się żeby ją zaraz mieć (tę wolną chwilę).😉



niedziela, 20 stycznia 2019

" W szczelinach czasu. Intymnie o PRL-u" Krystyna Kofta

Przeczytałam, tylko...yyy, nie wiem po co. Po lekturze tej książki poczułam, że mam dość
wspomnień z PRL-u. Chyba już wszystko zostało powiedziane,  wiele razy powspominałam jak się dziewczyny ubierały, jakiej muzyki słuchano i jak wyglądali bikiniarze, jak po cichu mówiono o historii i polityce. Czyta się lekko, tylko dla mnie  trochę nudno. Fragment dotyczący problemów seksualności, wychowania młodzieży trochę przełamuje tę nudę. Na plus jest to, że  autorka dokonała dobrego podsumowania zmian społecznych jakie zaszły w tej sferze przez 50 lat. Z większym zaciekawieniem czytałam fragment o sytuacji kobiet, jak zmieniała się na przestrzeni 50 lat. Działo się to stopniowo, więc czasem trudno jest zauważyć jakie zaszły zmiany społeczne. Teraz to jest oczywiste, że kobiety mają stanowiska kierownicze, nawet w administracji państwowej. Wyraźnie też widać to w poziomie wykształcenia. Teraz statystycznie kobiety są lepiej wykształcone od mężczyzn. Ciekawe, że mimo wszystko ich zarobki są nadal niższe niż kolegów w pracy.
Ciekawa wydaje się metafora, jakiej użyła autorka opisując jak wyglądało jej życie rodzinne, nadmiar obowiązków i brak wolnego czasu na pracę pisarską. Określa to, że pracowała w szczelinach czasu, pomiędzy sprzątaniem, gotowaniem, praniem  i opieką nad dzieckiem. Ja odwrotnie, żyję w szczelinach czasu, pomiędzy jedną, drugą i  trzecią pracą. Próbuję znaleźć odrobinę wolnych chwil, w których udaje mi się pomyśleć o domu, córce, mężu. Ten fragment książki najbardziej mnie poruszył. Uświadomiłam sobie jak wąskie są moje szczeliny czasu, które mam na swoje życie poza pracą.
Książka moim zdaniem jest nierówna, zaczyna się trochę nudno,  a kończy dość mocnym akcentem politycznym. Czytając o  problemach  autorki z wyegzekwowaniem równouprawnienia od swojego męża,  myślę że jeszcze dużo jest przed kobietami do zrobienia. Nadal wiele kobiet musi łączyć pracę zawodową z obowiązkami domowymi. Często wiąże się to z poczuciem winy, że nie wszytko jest zrobione tak jakby chciały, bo coś jest robione kosztem innych spraw. Ale to już szerszy temat do dyskusji... .

poniedziałek, 19 listopada 2018

"Nikt nie idzie" Jakub Małecki

Z wiekiem coraz częściej ryjemy w dziurawej pamięci, próbując wydobyć z niej resztki naszego
dawnego, nieistniejącego już świata. Wspomnienia z dzieciństwa, obrazy, które mamy pod powiekami, zapachy, dotyk. Kruchość życia, dziś coś mamy, jutro nagle nie ma nic, zostają samotni ludzie, resztki przechowywane w pamięci.
Powieści Jakuba Małeckiego mają wspólny rys. Przewija się melancholia, kruchość, ulotność życia. I najważniejsze; pytanie o sens - nie wiem czego?- życia, robienia czegokolwiek?. Osią powieści jest niepełnosprawny umysłowo chłopiec, który w tragicznych okolicznościach traci ojca, a później matkę. Jego droga krzyżuje się przypadkowo z życiem drugiej bohaterki-Olgi. To co łączy te postaci to samotność, brak poczucia bezpieczeństwa, trudności w mówieniu o swoich emocjach i potrzebach. Olga, mimo braku ułomności umysłowej, też ma w tym obszarze problemy (a kto ich nie ma ?). Partner Olgi-Igor, żyjący z bagażem trudnych doświadczeń rodzinnych. Jest pasjonatem haiku. Jego życie i sposób bycia jest trochę własnie taki jak haiku - ulotny, refleksyjny, bez konkretnej interpretacji. Ustawia się z boku, nie umie walczyć o to co dla niego ważne, a może nie umie zdecydować co tak naprawdę jest ważne. Własne lęki, kompleksy, niesione przez życie powodują, że żyją samotnie, chociaż we dwoje. Potrzebują siebie, a jednocześnie nie potrafią sobie nawzajem  tego okazać (albo boją się okazać). Autor używa subtelnych środków, by poruszyć emocje i serce czytelnika. Potrafi zbudować klimat, bez wielkich fajerwerków. Czytanie powieści to swoiste katharsis. Pomaga w uporządkowaniu myśli, uczuć, wartości.

niedziela, 18 listopada 2018

"Runa" Vera Buck

Jest to powieść historyczna, thriller medyczny. Mroczne
początki neuropsychologii i psychiatrii. Pomieszanie fikcji z prawdą dało świetną mieszankę grozy, napięcia. Przejmujące jest uświadomienie sobie, że z dużym prawdopodobieństwem takie były początki współczesnej nauki o psychice człowieka.  Doświadczenia na ludziach, próbowanie nowych metod, które często mogły być torturami, a nie przynosiły efektów leczniczych.  Z punktu widzenia dzisiejszej nauki, teorie wygłaszane przez doktora Charcot wydają się śmieszne, naciągane. Autorka pokazuje ojca psychiatrii jako oszusta, magika, urządzającego przedstawienia, podczas których pokazuje swoje pacjentki i metody ich leczenia.  Bardzo prawdopodobne, że jak opisuje autorka książki, fałszowano wyniki badań i efekty leczenia. Dziś dowiadujemy się na przykład, że przypadki pacjentów opisywanych przez Freuda były zmyślone. A ja na studiach wnikliwie wczytywałam się w opisy terapii prowadzonej przez Freuda 😏. Jako psycholog, zaczynam się zastanawiać, jakie są podwaliny tej nauki. Na czym opiera się moja wiedza o człowieku. Wydaje mi się, że moja wiedza jest profesjonalna, poparta teoriami i doświadczeniami. Ale czy za 100 lat następne pokolenie psychologów nie popatrzy z odrazą na nasze metody pracy, nie oceni nas jako prymitywnych hochsztaplerów? Jakie tak naprawdę działanie na mózg człowieka mają współczesne  leki psychotropowe? Czy farmakoterapia nie jest napędzana przez koncerny? Może współczesni specjaliści , tak jak Charcot, bardziej koncentrują się na wykazaniu się błyskotliwością w interpretowana i usuwaniu objawów. Zapominają przy tym, że w tym wszystkim jest człowiek, z jego pragnieniami, cierpieniem, lękiem.

sobota, 17 listopada 2018

"Kamerdyner"

Filmu nie widziałam jeszcze, ale przeczytałam książkę. Jest to
historia Kaszubów i Niemców mieszkających na Pomorzu. Konwencja historii rodziny, zakazanej miłości na tle wydarzeń historycznych to sprawdzony patent na książkę.
Często jeżdżę na wakacje w te rejony, znam wszystkie miejscowości wymieniane w powieści. Nigdy jednak nie zastanawiałam się głębiej  nad historią tego rejonu. Książka skłoniła mnie do sięgnięcia do źródeł historycznych. Zainteresowała mnie historia Kaszubów i ich relacji z Niemcami. Burzliwe zmiany jakie spowodowało odzyskanie nieodległości przez Polskę. Wprowadzanie nowej władzy, zabieranie majątków ziemskich Niemcom. Historie współpracy Kaszubów z Niemcami podczas II wojny wywołały we mnie pewien niepokój związany ze wspomnieniami rodzinnych opowieści (że ktoś tam, coś tam...), opowiadanych szeptem przez dorosłych.
Niestety, mam wrażenie, że wątek miłosny między Kaszubem a Niemką jest zbyt uwypuklony i trochę rozwlekły i nudny. Na pewno jest to książka, która może dać początek rozmowom na temat trudnej i bolesnej historii tego rejonu Polski.

piątek, 16 listopada 2018

czwartek, 15 listopada 2018

"Trwaj przy mnie" Elizabeth Strout

Siedzę w domu na zasłużonym zwolnieniu chorobowym. Zasłużonym, bo chodziłam do pracy przeziębiona, leczyłam się domowymi sposobami, więc mam za swoje. Szkoda, że takiego czasu na zwolnieniu nie mogę lepiej wykorzystać. Czuję się źle, więc nie mam siły na robienie rzeczy, które zawsze odkładałam na później, w tzw. wolnej chwili.  Dodatkową atrakcją siedzenia w domu jest rodzina, która próbuje mnie wykorzystać do różnych celów. Przecież mogę zrobić wszystkim rano kanapki i kawę skoro nie spieszę się na autobus tak jak oni😈.

Oglądam "House of Cards" ostatni sezon, bardziej z przyzwyczajenia niż z zainteresowania. Po 1 odcinku trochę mi szkoda na to czasu.
Książki natomiast połykam ostatnio. Skończyłam czytać "Trwaj przy mnie" Elizabeth
Strout.  Małe amerykańskie miasteczko w połowie XX w. Sprowadza się do niego pastor ze swoją młodą, nieco kontrowersyjną żoną. Początkowo cieszy się wielkim szacunkiem wiernych. Gdy spotykają go nieszczęścia, społeczność odwraca się od niego. Opowieść o obłudzie, braku empatii. Skłania do refleksji nad tym jak wygodnie jest zajmować się cudzym życiem, oceniać, krytykować. Wszystko po to by nie widzieć własnych problemów, nie myśleć o swoich rodzinnych brudach.

"Immortaliści" Chloe Benjamin

Listopad w tym roku jest całkiem miły pod względem pogody. Słońce, drzewa jeszcze kolorowe. W taką pogodę nawet katar łatwiej znieść. Kupiłam sobie nowy tablet, co motywuje mnie do czytania  e-booków.
"Immortaliści" Chloe Benjamin warte polecenia. Świetna lektura akurat na klimaty listopadowe. Czworo rodzeństwa poznaje w dzieciństwie daty swoich śmierci. Czy można żyć z taką wiedzą? Jak to determinuje życiowe wybory? Czy znajomość daty śmierci nie staje się pułapką.

sobota, 20 października 2018

"Królowa cukru" Natalie Baszile

Debiutancka powieść pokazująca obraz współczesnego
amerykańskiego Południa. Bohaterka, Charley, dziedziczy po ojcu plantację trzciny cukrowej. Z dnia na dzień musi zostać farmerem (farmerką). Musi poradzić sobie z nowymi wyzwaniami, bo inaczej straci farmę. Ojciec tak skonstruował zapis w testamencie, że nie ma możliwości jej sprzedania.
Powieść porusza nadal aktualne problemy rasizmu. Czarna kobieta w Luizjanie to nadal jest wyzwanie.
Momentami wydawała mi się zbyt naiwna, banalna. Postaci mało pogłębione. Okładka też nie najciekawsza.
Da się czytać, ale nie można się oprzeć wrażeniu, że to jednak romansidło.
Moja córka mówi, że ja krytykuję większość książek. Niestety, to prawda. Boje się, że to oznaka starości i zrzędliwości. To chyba taki mój osobisty problem, że jak książka nie porusza, flaków nie wyrywa to dla mnie jest od razy zbyt banalna. Nie umiem czytać tak zwyczajnie, dla przyjemności, czegoś lekkiego. Wydaje mi się wtedy, że to strata czasu. Wiążę się to z tym, że mam bardzo dużo literatury zawodowej, tzw. fachowej. Jak patrzę na stertę tych książek, to chyba dlatego mam poczucie marnowanego czasu na proste przyjemności.
Hmm, temat do przemyślenia.

Cytat na dziś: "Jedz mnie, bramy Raju są wąskie".
No tak, a ja zrobiłam ciasto z dyni i dyniowe placuszki😕

czwartek, 18 października 2018

cytat Timothy Ferris

"Kiedyś" to choroba, która każe nam wszystkie nasze marzenia zabrać do grobu.

Przeczytałam to zdanie i zaczęłam myśleć. Właściwie to większość ciekawych spraw odkładam na kiedyś! Żyję z dnia na dzień, zajęta codziennymi obowiązkami. Przez rutynę wpadłam w marazm i
zniechęcenie. Zapomniałam o marzeniach, przyjemnościach.
Zaczęłam więc wypisywać sobie rzeczy, które odkładam na kiedyś. Planuję jak mogę je realizować, żeby faktyczne nie zabrać ich ze sobą do grobu. I oby planowanie nie zajęło mi za dużo czasu 😂

środa, 17 października 2018

Październik jest piękny. Gdy wychodzę z domu to nie mogę się oprzeć, żeby nie robić zdjęć. Szkoda tylko, że na zdjęciach te piękne kolory wychodzą banalnie. Ciekawy zgrzyt powstaje gdy wchodzi się do marketu,  a tam ozdoby i słodycze świąteczne. A za oknem letnia pogoda. 😎




piątek, 12 października 2018

Dzień Nauczyciela

u mnie w pracy obchodzony jest dziś. W związku z tym nie pracujemy. Mamy tylko radę pedagogiczną, kilka obowiązkowych punktów, a potem ciasteczka, kawa.. .
Dziś piękny, słoneczny, jesienny dzień, więc miło było wrócić wcześniej do domu.
Zapowiada mi się wolny weekend, jakiego od dawna nie miałam. Z radości nie wiem jak mam go zaplanować-taki ogrom wolnego czasu. Na pewno rower, sprzątanie zaniedbanego z powodu nadmiaru pracy domu. Dokończę "Królową cukru".

sobota, 6 stycznia 2018

"Koniec samotności" Benedict Wells


Święto Trzech Króli, cisza za oknem, sklepy zamknięte - lubię takie soboty. W Łodzi pogoda wiosenna, świetna na spacer z psem😊

Książka, którą przeczytałam raczej depresyjna i dołująca. "Koniec samotności" Benedicta Wellsa.

Opowieść o trójce rodzeństwa, które w tragicznych okolicznościach traci rodziców. Kiedyś tak bliscy sobie, idą każde w swoją stronę. Najmłodszy z rodzeństwa Jules, opowiada historię  w sposób nieco pozbawiony emocji, jakby na chłodno relacjonował historię. Dzięki temu powieść nie jest ckliwym dramatem, a raczej filozoficznym rozważaniem.
Czy życie jest z góry zdeterminowane, czy mamy wolny wybór, jak nasze wybory nas kształtują, jaką drogę wyznacza taki a nie inny wybór?
Dlaczego z tysiąca wariantów życia urzeczywistnia się tylko jeden?
Tego typu pytania nasuwa ta lektura. Czytając tę historię
jesteśmy zmuszeni do konfrontacji ze skończonością życia.
I zdanie, które najbardziej poruszyło moją wyobraźnię i emocje:
"Spogląda na mnie otchłań. A ja patrzę w nią."

poniedziałek, 1 stycznia 2018

Dzięki Bogu już po Sylwestrze...

Mój pies szalał z nerwów gdy słyszał wystrzały. Córka płakała, że pies wykituje na zawał serca. Sąsiedzi, mocno już spici, śpiewali "Deszcze niespokojne potargały sad..." i nie zauważyli, że pies im wyszedł na korytarz i ujadał pod moimi drzwiami, bo nie wiedział jak ma wrócić do swojego domu. Na dodatek zaczadziłam się psychicznie, oglądając Sylwester w Zakopanem. I teraz już wiem, że IV RP ma twarz Sławomira..., jeśli wiecie co mam na myśli😉 .
Nie wiem po co marnowałam czas oglądając to?! Może dlatego, że od kilku lat nie mam TV, i gdy wp.pl. udostępnia darmowy streaming TV, to straciłam instynkt samozachowawczy i dałam się zahipnotyzować ?
Czyli szałowy Sylwester. Za rok wyjeżdżamy na jakąś głuchą wieś, mając nadzieję, że tam nie straszą zwierząt petardami.

a mój tort snickers przygotowany na ten "wyjątkowy" wieczór wyglądał tak

sobota, 30 grudnia 2017

Podsumowanie roku czas zacząć xD

Mroźna sobota. Zaspałam. Od dwóch tygodni siedzę w domu z powodu zwolnienia chorobowego, więc odwykłam od wstawania na dźwięk budzika. A dziś umówiłam się na 9 rano.
Lubię dzień 30 grudnia - już opadnie szał świąteczny, a jeszcze nie jest to ostatni dzień roku, którego nie lubię. Mam takie uczucie zawieszenia pomiędzy...
Podsumowanie roku? Nie mogę narzekać😊. Zmieniłam swoje życie o 180 stopni - chyba na lepsze... Wychodzę z różnych swoich kłopotów, mąż zdrowieje, córka na studiach. Spojrzałam na swoje sprawy z innej perspektywy, może trochę zmądrzałam? Ale był to też dla mnie rok bardzo męczący, bo zmiany kosztowały mnie wiele pracy i wysiłku.

A po południu pojechaliśmy do pobliskiego Lutomierska, to już takie nasze tradycyjne krótkie przejażdżki, jak nosi nas po domu. Dziś oglądaliśmy klasztor z innej strony.




wtorek, 26 grudnia 2017

Święta mijają

mi pod znakiem chorowania. Pracowałam dużo, do domu wracałam jak do noclegowni. W końcu organizm powiedział, że ma dość i zachorował. Zwolnienie lekarskie na 2 tygodnie xd. Niby fajnie, plany na to co będę przez ten czas robić były ambitne. Jak zwykle, niewiele z nich zrealizuję. Chyba najbardziej potrzebuję lenistwa. Choroba, z racji, że zakaźna, wyeliminowała mnie z wielu spotkań, zakupów i całego świątecznego zamieszania.
Jak co roku zastanawiam się, jak to możliwe, że jeszcze nie zacznę jeść w Wigilię a już czuję się najedzona?
Przez dwa dni przeczytałam 3 książki Krzysztofa Koziołka.


Nie znałam wcześniej tego pisarza, "wpadł mi w oko" przypadkowo na Legimi. Kryminały, dwa z nich retro. Trochę słabo dopracowana intryga, mało spójna, nieco naiwna. Ale jest w nich coś co powoduje, że czyta się dość przyjemnie. Koziołek napisał ich kilkanaście więc do końca zwolnienia lekarskiego mam co robić😊
Obejrzałam też Stranger Things 2 sezon.  Kino familijne, bardziej podoba mi się Dark - temat zbliżony, ale klimat ciekawszy, mroczny.
Podczytuję też trochę książek branżowych, uczę się i szykuję na nowe wyzwania zawodowe ( będzie ich trochę  w tym roku).

...i jeszcze akcent świąteczny -  mozaika z Cappella Palatina w Palermo ok. 1150 r.

piątek, 1 grudnia 2017

W drodze do pracy

Piękny widok, tylko szkoda, że muszę o iść do pracy. Na szczęście autobus przyjechał punktualnie.😊



wtorek, 28 listopada 2017

Podobno pojutrze spadnie pierwszy śnieg. W parku na razie ponuro, ale znalazłam kwitnące stokrotki.🌼