niedziela, 20 stycznia 2019

" W szczelinach czasu. Intymnie o PRL-u" Krystyna Kofta

Przeczytałam, tylko...yyy, nie wiem po co. Po lekturze tej książki poczułam, że mam dość
wspomnień z PRL-u. Chyba już wszystko zostało powiedziane,  wiele razy powspominałam jak się dziewczyny ubierały, jakiej muzyki słuchano i jak wyglądali bikiniarze, jak po cichu mówiono o historii i polityce. Czyta się lekko, tylko dla mnie  trochę nudno. Fragment dotyczący problemów seksualności, wychowania młodzieży trochę przełamuje tę nudę. Na plus jest to, że  autorka dokonała dobrego podsumowania zmian społecznych jakie zaszły w tej sferze przez 50 lat. Z większym zaciekawieniem czytałam fragment o sytuacji kobiet, jak zmieniała się na przestrzeni 50 lat. Działo się to stopniowo, więc czasem trudno jest zauważyć jakie zaszły zmiany społeczne. Teraz to jest oczywiste, że kobiety mają stanowiska kierownicze, nawet w administracji państwowej. Wyraźnie też widać to w poziomie wykształcenia. Teraz statystycznie kobiety są lepiej wykształcone od mężczyzn. Ciekawe, że mimo wszystko ich zarobki są nadal niższe niż kolegów w pracy.
Ciekawa wydaje się metafora, jakiej użyła autorka opisując jak wyglądało jej życie rodzinne, nadmiar obowiązków i brak wolnego czasu na pracę pisarską. Określa to, że pracowała w szczelinach czasu, pomiędzy sprzątaniem, gotowaniem, praniem  i opieką nad dzieckiem. Ja odwrotnie, żyję w szczelinach czasu, pomiędzy jedną, drugą i  trzecią pracą. Próbuję znaleźć odrobinę wolnych chwil, w których udaje mi się pomyśleć o domu, córce, mężu. Ten fragment książki najbardziej mnie poruszył. Uświadomiłam sobie jak wąskie są moje szczeliny czasu, które mam na swoje życie poza pracą.
Książka moim zdaniem jest nierówna, zaczyna się trochę nudno,  a kończy dość mocnym akcentem politycznym. Czytając o  problemach  autorki z wyegzekwowaniem równouprawnienia od swojego męża,  myślę że jeszcze dużo jest przed kobietami do zrobienia. Nadal wiele kobiet musi łączyć pracę zawodową z obowiązkami domowymi. Często wiąże się to z poczuciem winy, że nie wszytko jest zrobione tak jakby chciały, bo coś jest robione kosztem innych spraw. Ale to już szerszy temat do dyskusji... .

poniedziałek, 19 listopada 2018

"Nikt nie idzie" Jakub Małecki

Z wiekiem coraz częściej ryjemy w dziurawej pamięci, próbując wydobyć z niej resztki naszego
dawnego, nieistniejącego już świata. Wspomnienia z dzieciństwa, obrazy, które mamy pod powiekami, zapachy, dotyk. Kruchość życia, dziś coś mamy, jutro nagle nie ma nic, zostają samotni ludzie, resztki przechowywane w pamięci.
Powieści Jakuba Małeckiego mają wspólny rys. Przewija się melancholia, kruchość, ulotność życia. I najważniejsze; pytanie o sens - nie wiem czego?- życia, robienia czegokolwiek?. Osią powieści jest niepełnosprawny umysłowo chłopiec, który w tragicznych okolicznościach traci ojca, a później matkę. Jego droga krzyżuje się przypadkowo z życiem drugiej bohaterki-Olgi. To co łączy te postaci to samotność, brak poczucia bezpieczeństwa, trudności w mówieniu o swoich emocjach i potrzebach. Olga, mimo braku ułomności umysłowej, też ma w tym obszarze problemy (a kto ich nie ma ?). Partner Olgi-Igor, żyjący z bagażem trudnych doświadczeń rodzinnych. Jest pasjonatem haiku. Jego życie i sposób bycia jest trochę własnie taki jak haiku - ulotny, refleksyjny, bez konkretnej interpretacji. Ustawia się z boku, nie umie walczyć o to co dla niego ważne, a może nie umie zdecydować co tak naprawdę jest ważne. Własne lęki, kompleksy, niesione przez życie powodują, że żyją samotnie, chociaż we dwoje. Potrzebują siebie, a jednocześnie nie potrafią sobie nawzajem  tego okazać (albo boją się okazać). Autor używa subtelnych środków, by poruszyć emocje i serce czytelnika. Potrafi zbudować klimat, bez wielkich fajerwerków. Czytanie powieści to swoiste katharsis. Pomaga w uporządkowaniu myśli, uczuć, wartości.

niedziela, 18 listopada 2018

"Runa" Vera Buck

Jest to powieść historyczna, thriller medyczny. Mroczne
początki neuropsychologii i psychiatrii. Pomieszanie fikcji z prawdą dało świetną mieszankę grozy, napięcia. Przejmujące jest uświadomienie sobie, że z dużym prawdopodobieństwem takie były początki współczesnej nauki o psychice człowieka.  Doświadczenia na ludziach, próbowanie nowych metod, które często mogły być torturami, a nie przynosiły efektów leczniczych.  Z punktu widzenia dzisiejszej nauki, teorie wygłaszane przez doktora Charcot wydają się śmieszne, naciągane. Autorka pokazuje ojca psychiatrii jako oszusta, magika, urządzającego przedstawienia, podczas których pokazuje swoje pacjentki i metody ich leczenia.  Bardzo prawdopodobne, że jak opisuje autorka książki, fałszowano wyniki badań i efekty leczenia. Dziś dowiadujemy się na przykład, że przypadki pacjentów opisywanych przez Freuda były zmyślone. A ja na studiach wnikliwie wczytywałam się w opisy terapii prowadzonej przez Freuda 😏. Jako psycholog, zaczynam się zastanawiać, jakie są podwaliny tej nauki. Na czym opiera się moja wiedza o człowieku. Wydaje mi się, że moja wiedza jest profesjonalna, poparta teoriami i doświadczeniami. Ale czy za 100 lat następne pokolenie psychologów nie popatrzy z odrazą na nasze metody pracy, nie oceni nas jako prymitywnych hochsztaplerów? Jakie tak naprawdę działanie na mózg człowieka mają współczesne  leki psychotropowe? Czy farmakoterapia nie jest napędzana przez koncerny? Może współczesni specjaliści , tak jak Charcot, bardziej koncentrują się na wykazaniu się błyskotliwością w interpretowana i usuwaniu objawów. Zapominają przy tym, że w tym wszystkim jest człowiek, z jego pragnieniami, cierpieniem, lękiem.

sobota, 17 listopada 2018

"Kamerdyner"

Filmu nie widziałam jeszcze, ale przeczytałam książkę. Jest to
historia Kaszubów i Niemców mieszkających na Pomorzu. Konwencja historii rodziny, zakazanej miłości na tle wydarzeń historycznych to sprawdzony patent na książkę.
Często jeżdżę na wakacje w te rejony, znam wszystkie miejscowości wymieniane w powieści. Nigdy jednak nie zastanawiałam się głębiej  nad historią tego rejonu. Książka skłoniła mnie do sięgnięcia do źródeł historycznych. Zainteresowała mnie historia Kaszubów i ich relacji z Niemcami. Burzliwe zmiany jakie spowodowało odzyskanie nieodległości przez Polskę. Wprowadzanie nowej władzy, zabieranie majątków ziemskich Niemcom. Historie współpracy Kaszubów z Niemcami podczas II wojny wywołały we mnie pewien niepokój związany ze wspomnieniami rodzinnych opowieści (że ktoś tam, coś tam...), opowiadanych szeptem przez dorosłych.
Niestety, mam wrażenie, że wątek miłosny między Kaszubem a Niemką jest zbyt uwypuklony i trochę rozwlekły i nudny. Na pewno jest to książka, która może dać początek rozmowom na temat trudnej i bolesnej historii tego rejonu Polski.

piątek, 16 listopada 2018

czwartek, 15 listopada 2018

"Trwaj przy mnie" Elizabeth Strout

Siedzę w domu na zasłużonym zwolnieniu chorobowym. Zasłużonym, bo chodziłam do pracy przeziębiona, leczyłam się domowymi sposobami, więc mam za swoje. Szkoda, że takiego czasu na zwolnieniu nie mogę lepiej wykorzystać. Czuję się źle, więc nie mam siły na robienie rzeczy, które zawsze odkładałam na później, w tzw. wolnej chwili.  Dodatkową atrakcją siedzenia w domu jest rodzina, która próbuje mnie wykorzystać do różnych celów. Przecież mogę zrobić wszystkim rano kanapki i kawę skoro nie spieszę się na autobus tak jak oni😈.

Oglądam "House of Cards" ostatni sezon, bardziej z przyzwyczajenia niż z zainteresowania. Po 1 odcinku trochę mi szkoda na to czasu.
Książki natomiast połykam ostatnio. Skończyłam czytać "Trwaj przy mnie" Elizabeth
Strout.  Małe amerykańskie miasteczko w połowie XX w. Sprowadza się do niego pastor ze swoją młodą, nieco kontrowersyjną żoną. Początkowo cieszy się wielkim szacunkiem wiernych. Gdy spotykają go nieszczęścia, społeczność odwraca się od niego. Opowieść o obłudzie, braku empatii. Skłania do refleksji nad tym jak wygodnie jest zajmować się cudzym życiem, oceniać, krytykować. Wszystko po to by nie widzieć własnych problemów, nie myśleć o swoich rodzinnych brudach.

"Immortaliści" Chloe Benjamin

Listopad w tym roku jest całkiem miły pod względem pogody. Słońce, drzewa jeszcze kolorowe. W taką pogodę nawet katar łatwiej znieść. Kupiłam sobie nowy tablet, co motywuje mnie do czytania  e-booków.
"Immortaliści" Chloe Benjamin warte polecenia. Świetna lektura akurat na klimaty listopadowe. Czworo rodzeństwa poznaje w dzieciństwie daty swoich śmierci. Czy można żyć z taką wiedzą? Jak to determinuje życiowe wybory? Czy znajomość daty śmierci nie staje się pułapką.

sobota, 20 października 2018

"Królowa cukru" Natalie Baszile

Debiutancka powieść pokazująca obraz współczesnego
amerykańskiego Południa. Bohaterka, Charley, dziedziczy po ojcu plantację trzciny cukrowej. Z dnia na dzień musi zostać farmerem (farmerką). Musi poradzić sobie z nowymi wyzwaniami, bo inaczej straci farmę. Ojciec tak skonstruował zapis w testamencie, że nie ma możliwości jej sprzedania.
Powieść porusza nadal aktualne problemy rasizmu. Czarna kobieta w Luizjanie to nadal jest wyzwanie.
Momentami wydawała mi się zbyt naiwna, banalna. Postaci mało pogłębione. Okładka też nie najciekawsza.
Da się czytać, ale nie można się oprzeć wrażeniu, że to jednak romansidło.
Moja córka mówi, że ja krytykuję większość książek. Niestety, to prawda. Boje się, że to oznaka starości i zrzędliwości. To chyba taki mój osobisty problem, że jak książka nie porusza, flaków nie wyrywa to dla mnie jest od razy zbyt banalna. Nie umiem czytać tak zwyczajnie, dla przyjemności, czegoś lekkiego. Wydaje mi się wtedy, że to strata czasu. Wiążę się to z tym, że mam bardzo dużo literatury zawodowej, tzw. fachowej. Jak patrzę na stertę tych książek, to chyba dlatego mam poczucie marnowanego czasu na proste przyjemności.
Hmm, temat do przemyślenia.

Cytat na dziś: "Jedz mnie, bramy Raju są wąskie".
No tak, a ja zrobiłam ciasto z dyni i dyniowe placuszki😕

czwartek, 18 października 2018

cytat Timothy Ferris

"Kiedyś" to choroba, która każe nam wszystkie nasze marzenia zabrać do grobu.

Przeczytałam to zdanie i zaczęłam myśleć. Właściwie to większość ciekawych spraw odkładam na kiedyś! Żyję z dnia na dzień, zajęta codziennymi obowiązkami. Przez rutynę wpadłam w marazm i
zniechęcenie. Zapomniałam o marzeniach, przyjemnościach.
Zaczęłam więc wypisywać sobie rzeczy, które odkładam na kiedyś. Planuję jak mogę je realizować, żeby faktyczne nie zabrać ich ze sobą do grobu. I oby planowanie nie zajęło mi za dużo czasu 😂

środa, 17 października 2018

Październik jest piękny. Gdy wychodzę z domu to nie mogę się oprzeć, żeby nie robić zdjęć. Szkoda tylko, że na zdjęciach te piękne kolory wychodzą banalnie. Ciekawy zgrzyt powstaje gdy wchodzi się do marketu,  a tam ozdoby i słodycze świąteczne. A za oknem letnia pogoda. 😎




piątek, 12 października 2018

Dzień Nauczyciela

u mnie w pracy obchodzony jest dziś. W związku z tym nie pracujemy. Mamy tylko radę pedagogiczną, kilka obowiązkowych punktów, a potem ciasteczka, kawa.. .
Dziś piękny, słoneczny, jesienny dzień, więc miło było wrócić wcześniej do domu.
Zapowiada mi się wolny weekend, jakiego od dawna nie miałam. Z radości nie wiem jak mam go zaplanować-taki ogrom wolnego czasu. Na pewno rower, sprzątanie zaniedbanego z powodu nadmiaru pracy domu. Dokończę "Królową cukru".

sobota, 6 stycznia 2018

"Koniec samotności" Benedict Wells


Święto Trzech Króli, cisza za oknem, sklepy zamknięte - lubię takie soboty. W Łodzi pogoda wiosenna, świetna na spacer z psem😊

Książka, którą przeczytałam raczej depresyjna i dołująca. "Koniec samotności" Benedicta Wellsa.

Opowieść o trójce rodzeństwa, które w tragicznych okolicznościach traci rodziców. Kiedyś tak bliscy sobie, idą każde w swoją stronę. Najmłodszy z rodzeństwa Jules, opowiada historię  w sposób nieco pozbawiony emocji, jakby na chłodno relacjonował historię. Dzięki temu powieść nie jest ckliwym dramatem, a raczej filozoficznym rozważaniem.
Czy życie jest z góry zdeterminowane, czy mamy wolny wybór, jak nasze wybory nas kształtują, jaką drogę wyznacza taki a nie inny wybór?
Dlaczego z tysiąca wariantów życia urzeczywistnia się tylko jeden?
Tego typu pytania nasuwa ta lektura. Czytając tę historię
jesteśmy zmuszeni do konfrontacji ze skończonością życia.
I zdanie, które najbardziej poruszyło moją wyobraźnię i emocje:
"Spogląda na mnie otchłań. A ja patrzę w nią."

poniedziałek, 1 stycznia 2018

Dzięki Bogu już po Sylwestrze...

Mój pies szalał z nerwów gdy słyszał wystrzały. Córka płakała, że pies wykituje na zawał serca. Sąsiedzi, mocno już spici, śpiewali "Deszcze niespokojne potargały sad..." i nie zauważyli, że pies im wyszedł na korytarz i ujadał pod moimi drzwiami, bo nie wiedział jak ma wrócić do swojego domu. Na dodatek zaczadziłam się psychicznie, oglądając Sylwester w Zakopanem. I teraz już wiem, że IV RP ma twarz Sławomira..., jeśli wiecie co mam na myśli😉 .
Nie wiem po co marnowałam czas oglądając to?! Może dlatego, że od kilku lat nie mam TV, i gdy wp.pl. udostępnia darmowy streaming TV, to straciłam instynkt samozachowawczy i dałam się zahipnotyzować ?
Czyli szałowy Sylwester. Za rok wyjeżdżamy na jakąś głuchą wieś, mając nadzieję, że tam nie straszą zwierząt petardami.

a mój tort snickers przygotowany na ten "wyjątkowy" wieczór wyglądał tak

sobota, 30 grudnia 2017

Podsumowanie roku czas zacząć xD

Mroźna sobota. Zaspałam. Od dwóch tygodni siedzę w domu z powodu zwolnienia chorobowego, więc odwykłam od wstawania na dźwięk budzika. A dziś umówiłam się na 9 rano.
Lubię dzień 30 grudnia - już opadnie szał świąteczny, a jeszcze nie jest to ostatni dzień roku, którego nie lubię. Mam takie uczucie zawieszenia pomiędzy...
Podsumowanie roku? Nie mogę narzekać😊. Zmieniłam swoje życie o 180 stopni - chyba na lepsze... Wychodzę z różnych swoich kłopotów, mąż zdrowieje, córka na studiach. Spojrzałam na swoje sprawy z innej perspektywy, może trochę zmądrzałam? Ale był to też dla mnie rok bardzo męczący, bo zmiany kosztowały mnie wiele pracy i wysiłku.

A po południu pojechaliśmy do pobliskiego Lutomierska, to już takie nasze tradycyjne krótkie przejażdżki, jak nosi nas po domu. Dziś oglądaliśmy klasztor z innej strony.




wtorek, 26 grudnia 2017

Święta mijają

mi pod znakiem chorowania. Pracowałam dużo, do domu wracałam jak do noclegowni. W końcu organizm powiedział, że ma dość i zachorował. Zwolnienie lekarskie na 2 tygodnie xd. Niby fajnie, plany na to co będę przez ten czas robić były ambitne. Jak zwykle, niewiele z nich zrealizuję. Chyba najbardziej potrzebuję lenistwa. Choroba, z racji, że zakaźna, wyeliminowała mnie z wielu spotkań, zakupów i całego świątecznego zamieszania.
Jak co roku zastanawiam się, jak to możliwe, że jeszcze nie zacznę jeść w Wigilię a już czuję się najedzona?
Przez dwa dni przeczytałam 3 książki Krzysztofa Koziołka.


Nie znałam wcześniej tego pisarza, "wpadł mi w oko" przypadkowo na Legimi. Kryminały, dwa z nich retro. Trochę słabo dopracowana intryga, mało spójna, nieco naiwna. Ale jest w nich coś co powoduje, że czyta się dość przyjemnie. Koziołek napisał ich kilkanaście więc do końca zwolnienia lekarskiego mam co robić😊
Obejrzałam też Stranger Things 2 sezon.  Kino familijne, bardziej podoba mi się Dark - temat zbliżony, ale klimat ciekawszy, mroczny.
Podczytuję też trochę książek branżowych, uczę się i szykuję na nowe wyzwania zawodowe ( będzie ich trochę  w tym roku).

...i jeszcze akcent świąteczny -  mozaika z Cappella Palatina w Palermo ok. 1150 r.

piątek, 1 grudnia 2017

W drodze do pracy

Piękny widok, tylko szkoda, że muszę o iść do pracy. Na szczęście autobus przyjechał punktualnie.😊



wtorek, 28 listopada 2017

Podobno pojutrze spadnie pierwszy śnieg. W parku na razie ponuro, ale znalazłam kwitnące stokrotki.🌼




poniedziałek, 27 listopada 2017

Popołudniowy wypad


Czasem wyskakujemy z mężem na krótką wycieczkę do pobliskiego Lutomierska. Listopadowe popołudnie, tuż przed zachodem słońca. To stare miasteczko i klasztor mają swój urok. Z historią Lutomierska można zapoznać się w muzeum znajdującym się przy klasztorze Salezjanów.

Najstarsza osada pochodziła z IV okresu epoki brązu i była użytkowana przez ludność kultury łużyckiej, następna z II-IV w., czyli z okresu rzymskiego (kultura przeworska). Ostatnia, słowiańska, odkryta w 1956 na prawym brzegu Wrzącej, datowana jest na XII-XIII w. Odkryto tu też cmentarzysko z końca X i I poł. XI w. z grobami drużyny piastowskiej. W XVIII w. miasto zamieszkane w dużej mierze przez Żydów, wymordowanych w 1942 r. w obozie w Chełmnie. Mieszkańcy Lutomierska brali czynny udział w Powstaniu Styczniowym, na skutek czego zaborca zamknął klasztor. 

Od 1929 r. Lutomiersk był połączony z Łodzią linią tramwajową. W tym roku linia miała być zlikwidowana, przez jaki czas tramwaj nie jeździł. Ale teraz widziałam, że znów stoi sobie na ryneczku Lutomierska.
Przez Lutomiersk przepływa Ner, a na nim taki widok - stado łabędzi.

Pogoda ciekawa do robienia zdjęć, ciemne, listopadowe chmury i zachodzące słońce.





niedziela, 26 listopada 2017

Koniec tygodnia przyniósł mi lekką odskocznię od codzienności. Dwa dni spędziłam na szkoleniu w Warszawie. Był też mały stresik, bo kurs kończył się egzaminem. Czy zdałam, to okaże się za 2 tygodnie.
Szkoda, że stolicę mogłam oglądać dopiero po 16.00, kiedy już robiło się ciemno. Zdjęcia niestety tylko w klimacie wieczornym. Na manifestacji piątkowej nie zostałam, chyba mam już dość polityki...





środa, 1 listopada 2017

Praca, praca,praca...

Dlatego nie mam czasu na przyjemności, chociażby takie jak pisanie bloga. Sama nie wiem jak udaje mi się czasem przeczytać jakąś książkę. Jest to możliwe tylko dlatego, że jeżdżę komunikacją miejską i wtedy mogę wykorzystać czas na czytanie czy słuchanie muzyki.
Ostatnio przeczytałam "Hodowcę świń" Anny Zacharzewskiej. Książka nie dawała mi spokoju przez kilka dni. Co powoduje, że ludzie pozwalają się zgnoić w pracy? Do jakiego stopnia za pomocą stanowiska, wysokości pensji i prestiżu leczymy własne problemy emocjonalne?
Teraz czytam "Dygot" Jakuba Małeckiego. Noo, takie książki to lubię najbardziej...😊

środa, 9 sierpnia 2017

Fargo

sezon 2 i 3 juz obejrzany.  To była dla mnie uczta. Styl, konwencja i muzyka! Trzeci sezon początkowo wydał mi się zbyt powolny w akcji, nie mogłam wyczuć klimatu. Ale po kilku odcinkach zmieniłam całkowicie zdanie. To była chyba najlepsza część
Fargo. Ewan McGregor wspaniały w podwójnej roli braci.  Polecam wszystkim.

niedziela, 23 lipca 2017

aktualne...

"Nasz naród jak lawa
Z wierzchu zimna i twarda, sucha i plugawa
Lecz wewnętrznego ognia sto lat nie wyziębi
Plwajmy na tę skorupę i zstąpmy
do głębi..."✌

"Nauczycielka" Judith W. Taschler

Zgrabnie opowiedziana historia, do przeczytania na niedzielę, co właśnie uczyniłam.
Powieść ma ciekawą formę; dialog między bohaterami za pomocą e-mailów i opowiadania sobie nawzajem historii, wymyślania ich zakończeń. Pisarz i nauczycielka jęz. niemieckiego przez kilkanaście lat żyją w związku. On potrzebuje jej miłości, wsparcia i zachwytów nad swoją twórczością. Ona w pewnym sensie dowartościowuje się, żyjąc z pisarzem, artystą. Związek jednak rozpada się, a oni spotykają się po kilkunastu latach, niby przypadkiem. Próbują rozliczyć się z dawnych żalów, pretensji. Jest też sprawa z przeszłości, która Xaveremu zniszczyła życie. I to ten wątek nadaje chyba dramatyzmu i czyni opowieść ciekawą, pozbawiając ją charakteru romansidła.
 Książka warta przeczytania; ciekawa konstrukcja, postaci pogłebione psychologicznie.

wtorek, 18 lipca 2017

"Carte blanche" Jacka Lusińskiego

Historia nauczyciela z lubelskiego liceum, który traci wzrok wydaje się być stworzona na scenariusz filmu. I choć film dobrze zrobiony, Chyra "świetnym aktorem jest", to jednak mnie ten film nie porwał, nawet nie specjalnie wzruszył. Moim zdaniem historia pokazana zbyt płytko, a jedyne emocje jakie mogłam oglądać na ekranie to dzięki grze Arkadiusza Jakubika. Mam wrażenie, że Chyra tak bardzo uważał, by nie przerysować tej postaci, że w końcu w ogóle jej nie narysował. 
Jest to historia oparta na faktach, jeżeli więc reżyser chce uhonorować bohatera, to niech pokaże mi jego historię, jego zmagania, cierpienie, rozpacz. Czy muszę się tego sama domyślać? Przecież nie trzeba robić łzawej, ckliwej opowieści, żeby pokazać emocje, tragedię człowieka, czego świetnym przykładem jest film "Chce się żyć".
Jest  w filmie kilka ciekawych pomysłów, jak  pokazanie zawężania się pola widzenia Kacpra, czy kolor oczy, gdy traci wzrok. Ale to zbyt mało. Obejrzałam film, nie powiem, z przyjemnością, ale jak usiadłam do komputera, to stwierdziłam, że właściwie nie mam o czym pisać. Wiem, że film zdobył nagrody i wszyscy go chwalą, właśnie za to co ja krytykuję, czyli sposób wyrażania emocji. Mam więc takie wątpliwości, że może  się nie znam...  Nie chcę chwalić filmu tylko z tego powodu, że porusza mnie prawdziwa historia nauczyciela, który był pierwowzorem Kacpra. 

niedziela, 16 lipca 2017

"Fargo" sezon 1

to serial nawiązujący do filmu braci Coen z 1996 r. Lester - sfrustrowany sprzedawca polis ubezpieczeniowych, poniżany codziennie przez swoją żonę, życiowy nieudacznik, spotyka na swojej drodze człowieka, który odmienia jego życie.  Krótka wymiana zdań powoduje, że wszystkie
elementy jego dotychczasowego życia, jak domino sypią się. Sprawami morderstw w okolicy zajmuje się fajtłapowaty policjant i niedoceniana przez przełożonego policjantka.
Konwencja filmu jest taka, że widz nie może oczekiwać logicznych motywacji działań bohaterów. Twórcy filmu puszczają do nas oko zza kamery. Mimo wielu morderstw i lejącej się krwi widz nie powinien brać tego zbyt dosłownie, a czasem ma prawo nawet zaśmiać się. Ale nie dajmy się zwieść, to nie komedia, tylko sensacja z utrzymanym odpowiednim  poziomem napięcia.

Ważnym bohaterem serialu jest Minnesota, stan w którym rozgrywa się akcja. Piękne widoki zasypanych śniegiem domów, dróg, ostrzeżenia o nadchodzących wielkich śnieżycach. Ta surowość klimatu świetnie podkreśla charakter filmu.

Polecam 1 sezon i zabieram się za ciąg dalszy.

sobota, 15 lipca 2017

Wzgórze Psów Jakuba Żulczyka


Mikołaj i Justyna, młode małżeństwo  - tracą możliwość spłacania kredytu mieszkaniowego a ich związek też nie wygląda najlepiej. Ratują się więc ucieczką na Mazury, do rodzinnego miasteczka Mikołaja. Uciekają przed kłopotami finansowymi, ale też konfliktami małżeńskimi. Bez jakiegoś konkretnego planu na przyszłosć, zamieszkują w rodzinnym domu Mikołaja, licząc na to, że jakoś wszystko się ułoży, zdobędą pieniądze i szybko wrócą do Warszawy. Zybork (tak nazywa się miasto) ma swoje mroczne tajemnice, nierozliczone historie z przeszłości, w które Mikołaj i Justyna zostają wciągnięci. Pomysł na historię nieco podobny do scenariusza serialu "Belfer". Małe miasteczko, mieszkańcy zastraszeni przez grupę trzymającą władzę.  Ciekawie przebiega linia podziału, kto jest dobry a kto zły w opowieści, a autor wprowadza nas w mroczny świat i zakamarki duszy, których może i nie chcielibyśmy poznać.
Nie umiem powiedzieć czy to dobra książka. Wydaje mi się nierówna w odbiorze. Momentami nudziła mnie, wiele fragmentów dłużyło się, potrzebowałam czasu by wciągnąć się w tę historię. Drugą połowę książki przeczytałam już jednym tchem. Nie wiem czy podoba mi się język Jakuba Żulczyka, czasem toporny i prostacki, ale były kawałki, które z przyjemnością czytałam po dwa razy, z uznaniem dla kunsztu autora. Mam wrażenie, że ta historia jest opowiedziana trochę jak film, jakby to były gotowe sceny z planu. Śmiało mogłaby być scenariuszem do filmu Smarzowskiego  Autor roztacza obrazy, jak kadry z filmu, a wiele książkowych postaci podczas  czytania, w wyobraźni obsadziłam konkretnymi aktorami. Właściwie czytając, widziałam w wyobraźni gotowe sceny.
Trudno oprzeć się wrażeniu, że autor wplata wątki autobiograficzne, a Mikołaj - pisarz, borykający się z problemem narkotyków to alter ego Żulczyka. Dodaje to smaczku powieści i porusza wyobraźnię.

sobota, 1 lipca 2017

Opowieść Podręcznej

To serial oparty na książce Margaret Atwood. Książka nie jest niczym nowym, napisana w latach '80. Są widocznie jakieś przesłanki, powodujące, że twórcy serialu powrócili do tego tematu, uznając go za aktualny.
Serial ma rozbudowanych więcej wątków, jest trochę odniesień do współczesności, do bieżących problemów. Wizja opisanego świata jest przerażająca. Upadek USA, jakie znamy. Stworzony nowy porządek państwa totalitarnego, które kontroluje wszystkie sfery życia. I najważniejsze - sposób na problemy demograficzne! Jest to wizja przerysowana, pewnie mało prawdopodobna. Ale tendencje do takiego sposobu myślenia i spostrzegania świata i roli kobiet gdzieniegdzie widać. Przerażające jest to, że ci którzy tworzą nowy ład, "idealne" państwo, stwarzają piekło innym, a sami dla siebie szukają furtek, sposobów ominięcia ograniczeń, przepisów. Znamy już to z historii, że państwo totalitarne trzyma w ryzach społeczeństwo, a władza stwarza dla siebie wersję łagodniejszą, ulgową.
Klimat stworzony w serialu buduje napięcie, wręcz fizycznie można odczuć lęk, przerażenie bohaterek. Mroczny świat, wszechobecna inwigilacja, donosy, wyroki śmierci, okrutne okaleczanie tych, którzy próbują buntować się przeciwko władzy i nowemu porządkowi.
Jak rzadko kiedy, musiałam dawkować sobie oglądanie kolejnych odcinków, bo trudno mi było wytrzymać to napięcie i mój własny lęk, że to wszystko może okazać się realną przyszłością.

P.S. Przed chwilą dowiedziałam się, że Polki chcą przywitać D. Trumpa w strojach  w jakich chodzą bohaterki serialu.

środa, 28 czerwca 2017

Czarne narcyzy

to najnowsza część z serii kryminałów Katarzyny Puzyńskiej.
Pozostałe tomy czytałam jednym tchem, jeden kończyłam i od razu zaczynałam następny. Teraz, po dłuższej przerwie już tak bardzo nie wciągnęłam się w historię bohaterów z Lipowa. Razi mnie powtarzalny schemat i  naciągany motyw zbrodni. Owszem, przeczytałam z przyjemnością, kierowana bardziej sentymentem.
A teraz wracam do "Wzgórza psów" Jakuba Żulczyka.
 W "międzyczasie", czyli w drodze do pracy, czytam felietony Doroty Masłowskiej "Jak przejąć kontrolę nad światem nie wychodząc z domu".
Niektóre z tych tekstów znam z Dwutygodnika, ale z wielką przyjemnością czytam je kolejny raz. Uwielbiam styl Masłowskiej, jej zabawy słowem, przewrotne spostrzeżenia, humor.
I takie to rozrywki mam tego lata, bo niestety ale na urlop nie mam co liczyć. Od przyszłego tygodnia zaczynam nową, dodatkową pracę. A w piątek ... wyniki matur. Moja córka jest dość opanowana więc ja też staram się trzymać poziom😉

środa, 17 maja 2017

Takie tam codzienne...

Wiem,  że to już stary temat, ale ja dopiero teraz obejrzałam serial hbo "Detektyw". Ale się wciągnęłam! Świetny klimat, muzyka.
Muszę uważać na seriale, bo bardzo mnie wciągają, nie mogę rozłożyć oglądania w czasie. Siadam w sobotę i jednym tchem, 10 godzin - jadę po całości. A praca, którą biorę na weekend do domu...leży. Potem wyrzucam sobie, że jestem niepoważna i niedojrzała. I sama się już męczę z własną głupotą.😀 Tak mnie wciągnął "Belfer"i "Westworld". Teraz będzie 2 sezon Detektywa. Ale recenzje ma słabe, może więc nie jest tak ciekawy i będę go sobie dawkowała po 1 odcinku dziennie.

Dziś w domu wielki dzień-moja córka zdała ostatni egzamin maturalny. Uff... chociaż właściwie nie było trudno😉

czwartek, 16 marca 2017

Wojciech Młynarski

Zawsze, gdy ktoś taki odchodzi, to czuję, jakby umierała cząstka mnie, bo odchodzi kawałek mojego świata. Teksty Młynarskiego kształtowały moją wrażliwość, były artystycznym drogowskazem w kwestiach społecznych, a nawet światopoglądowych. Piosenki takie jak ta zawsze mam pod ręką w trudnych chwilach. Żal...



czwartek, 2 lutego 2017

Życiowa zmiana

Po kilkunastu latach przerwy postanowiłam powrócić do pracy w swoim zawodzie.  Trochę wypadłam z obiegu, potraciłam kontakty, więc nie jest mi łatwo znaleźć pracę. Ale nie poddaję się i jestem na dobrej drodze:) Muszę odświeżyć sobie wiedzę, więc ciągle coś czytam, notuję; fajnie bo przypomniały mi się czasy studenckie i znów poczułam się młodo. Dodatkowo rozpoczęłam studia podyplomowe online.
Zmiana jest dla mnie szokująca, bo nagle z firmy produkcyjnej, jaką prowadziłam, przerzucam się na pracę umysłową:)
Po latach mam dość martwienia się o ZUS, VAT, płatności, klientów, rynek etc. Mam nadzieję, że uda mi się ta zmiana, w której bardzo pomaga mi moja siostra, bo mamy podobne zawody i branże.
Mamy więc w domu teraz wesoło; córka uczy się do matury, mama studiuje. 
No i przygotowania do studniówki  w pełni ☺
Nie mam więc czasu na czytanie książek innych niż zawodowe, a z filmów to (z wyrzutami sumienia, że się nie uczę) obejrzałam serial Westworld. Polecam:)
I marzę o wiośnie, o rowerze! A tu zapowiadają znowu duże mrozy i śnieżyce!

A na jednym z blogów znalazłam coś takiego, co dodaje energii:


sobota, 7 stycznia 2017

Długie weekendy

już  mnie  męczą,  wybijają  z rytmu pracy i normalnego życia. Od grudnia miałam  plany na świąteczne,  wolne dni i nic z tego nie  zrealizowałam.  Jestem  więc coraz bardziej  rozleniwiona i zła na siebie. Jedyne na co mnie jeszcze  stać  to czytanie  kryminałów,  co  nie  wymaga  wysiłku  intelektualnego ( ostatni  to "Wioska  morderców " Elizabeth  Herrmann).
Córka  przysyła mi  przerażające  wieści  o temperaturze  w Zakopanem.  Dziś  rano termometr  pokazał  -31 stopni,  trudno jest więc  jeździć na  stoku,  a nawet robienie  zdjęć  jest niemożliwe,  bo ile można  wytrzymać bez  rękawiczek?
Ja z mężem  wybraliśmy  się na  spacer do łódzkiego  Arturówka.  Stawy  zamarznięte,  ludzie chodzą  od jednego  brzegu  do drugiego,  jeżdżą na  łyżwach.  Pięknie. ☺